Miłość

Święto Miłości. Czy powinno być ono obchodzone tylko 14.02, czy też każdego dnia? I jak się ma „powinno” do tego, co jest naprawdę?

Internet aż huczy od tego, kto jak spędził ten jakże wyjątkowy dzień. Czasem jednak życie sprowadza nas na ziemię, pokazując nam, że nie liczą się nawet najpiękniejsze kwiaty, czy złote pierścionki. To tylko rzecz, która tak naprawdę nic nie znaczy.

Nigdy jakoś szczególnie nie obchodziliśmy walentynek. Wczorajsze, pierwsze jako Mąż i Żona, spędziliśmy w szpitalu na ściąganiu szwów z mojej pooperacyjnej rany. I wiecie co? Były to najpiękniejsze walentynki w moim życiu. Mąż pomagał mi wstać, podawał kule, uparł się, że wejdzie ze mną do pokoju lekarza, a potem trzymał za nogę i nie spuszczał ze mnie oka, gdy pielęgniarka majstrowała przy mojej ranie. Stresował się chyba bardziej niż ja ;)

Oczywiście później zrobiliśmy też to, co robią inne, bardziej przyziemne pary ;) Mąż kupił kwiaty, poszliśmy nawet na obiad do restauracji, co jeszcze kilka dni temu wydawałoby się dla mnie nierealne. Coś co niegdyś robiliśmy nawet kilka razy w tygodniu, coś, co aż spowszedniało, nagle jest dla mnie znów wielkim świętem i radością… bo udało się przejść te kilka kroków, pokonać kilka schodków, usiąść. W domu oglądaliśmy film, kwiaty na stole, zapalone świece, kominek, truskawki w czekoladzie- marzenie. A dla mnie i tak największą wartość ma to, że on jest obok. Po prostu jest.

Czasem choroba jest największym szczęściem- układa w głowie i pokazuje co w życiu ma znaczenie, a co jest nic nieznaczącą pierdołą. Bóg wie co robi, nawet, gdy wydaje nam się, że zsyła na nas same problemy. Dziękuję Ci Boże!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Do poczytania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *